-Dobra, koniec pogaduszek - oznajmiła pielęgniarka, otwierając mi drzwi. - Ty dziewuszko idź, ja już się zajmę tą panną...
-Dobrze to do widzenia! - dygnęła Majka. - Pa Karolina! - nie odpowiedziałam. Nie miałam już sił, tylko bezwładnie opadłam na kozetkę. A więc to tak? To Mateusz zaczął? Czy Krzysiek? To wina Matiego?! Czy Krzysia... Już mnie bolała głowa od tego wszystkiego. Słyszałam jak p. Skalpel rozmawia z moim tatą, żeby jak najszybciej mnie odebrał. Ale dlaczego teraz w moim życiu się tyle dzieje?! Drugi dzień poza szpitalem... No ludzie, ja chcę wypocząć! Pół godziny później usłyszałam ciche skrzypnięcie drzwi, i głos Agaty :
-Dzień dobry, tu siostra Karoliny.... Nasz tata mi czym prędzej napisał SMSa że...
-Już dobrze dobrze. Teraz chyba śpi, więc musimy ją obudzić.
-Nie trzeba - uśmiechnęłam się. - Już, już wstaję, pani Skalpel. Niech się pani nie martwi, siostra mnie weźmie - mówiłam, powoli wstając z kozetki. Agata chciała parsknąć śmiechem, gdy usłyszała jakie nazwisko nosi nasza pani pielęgniarka. Jednak czuła, że byłoby to bardzo niestosowne, wobec p. Skalpel, więc tylko uśmiechnęła się, tłumiąc w sobie chichot. Szybko wyszłyśmy z gabinetu pielęgniarskiego, i dopiero poza budynkiem Agata się roześmiała :
-P. Skalpel! Oj, i jeszcze pielęgniarka, ja nie mogę! Za dużo farta nie miała... - umilkła, widząc moją minę. Wtedy kiedy moja siostra chichotała na myśl p. Skalpel, mi się przypomniało dlaczego (chyba) zemdlałam, i co się działo dzisiaj pod klasą. Czy mogłam ufać Kamili? I kiedy się to stało? Zaraz szkoła skończy 1 lekcję, i wtedy pewnie moja dawna najlepsza przyjaciółka wyśle długiego, “przepraszającego” SMSa. Ale nie odpowiem na niego, oj nie! Niech sama przyjdzie do mnie, i powie mi w cztery oczy co się “naprawdę” działo. Gdy ja tak myślałam, Agata na mnie znacząco spojrzała :
-Co się stało, dzisiaj przed lekcjami? - spytała się moja siostra. Skąd ona to wszystko wie?!
-Już ci mówię... - westchnęłam, i opowiedziałam od początku do końca. Gdy skończyłam, poczułam jakby ze mnie spadł ciężar, który nosiłam na szczęście tylko godzinę, a jednak było to nie do zniesienia. Po ostatnich słowach, kiedy urwałam Agata z niedowierzaniem powiedziała :
-Ale z niej... Z niej....
-Nie musisz mówić... Dobra, jak ty przyjechałaś, przecież nie masz prawa jazdy... Tramwajem?
-A no tak - roześmiała się moja siostra. - Gdy zobaczyłam SMSa od taty, jak szalona wpadłam do tramwaju, i czekałam aż ten gruchot tutaj dojedzie - po tych słowach, uścisnęłam Agatę, która była moją najlepszą siostrą na świecie. - Urwałam się z wykładu, jednak po cichu powiedziałam profesorowi, o co chodzi. I o dziwo - przyjął to z uśmiechem, i powiedział że doskonale rozumie! -Hehehe... O, dobra jest tramwaj, chodź - oświadczyła. Szłam za nią, i żałowałam że nie mam oczu wokół głowy, bo było na co popatrzeć! Wspaniałe, wysokie dęby, pięły się do góry do słońca. Małe, romantycznie wyglądające brzózki, które skromnie rosły koło siebie. I wiele innych roślin, które bujnie zajmowały większość terenu. Halo, Karolina, co jest z tobą, zachwycasz się jakimiś drzewkami i roślinkami! Zmieniasz się???... Nigdy nie byłam jakąś dziewczyną która patrzy ot tak sobie w niebo...
-Kara?
-Co?
-Tramwaj przyjechał... - powiedziała Agata. Gdy już wsiadłam do tramwaju spytała się mnie - Co się z tobą dzieje? Patrzysz sobie w jakieś chmureczki...
-Sama nie wiem - roześmiałam się - Tak jakoś zapatrzyłam się w niebo...
-Taaa... “Tak sobie”. Nie powiedziałaś mi chyba wszystkiego...
-Opowiedziałam od początku do końca!
-No dobra... O, wysiadamy. Chodź - i wyszłyśmy z tramwaju. Był on zupełnie pusty, zielono-żółty i poniszczony, jak to większość miejskich pojazdów. Szłyśmy ścieżką pod nasz dom. Agata wyjęła klucze no i otworzyła drzwi. Tam usłyszałam jak mój brat rozmawia z (uwaga) KAMILĄ :
-Napewno ci przebaczy...
-Po prostu ona nie wie jak jest naprawdę!
-Nie wiem?! - warknęłam wchodząc do kuchni - A ty co tutaj szukasz u swojej DAWNEJ przyjaciółki, co???
-To ja już może, hm... Wyjdę - powiedział cicho Piotr i wyszedł z pokoju.
-Karolina! To nie tak jak myślisz... To... To...
-NOooo?
-OK! Jestem straszną przyjaciółką... Ale serio daj mi szansę - błagała Kamila. Moje spojrzenie, które jej przesłałam mogło pewnie zabić stado owiec, dlatego mojej “przyjaciółce” aż ugięły się nogi.
-DAĆ - SZANSĘ?! Co ty sobie myślisz? że ja jakiś aniołek co wszystkim od razu przebacza?! Oooo nie Kamila!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz