-To dlaczego Krzysiek do mnie tak długo nie przychodzi?
-Nooo... Nie wiem... - zastanowiła się Kamila - No cóż muszę iść... Kiedy wyjdziesz z szpitala?
- Pewnie niedługo - uśmiechnęłam się. Na myśl o wyjściu z szpitala było jak kojące lekarstwo.
- To świetnie! Już nie mogę się doczekać jak wrócisz do szkoły... Wszystko się zmieni, zobaczysz - powiedziała radośnie Kamila.
-Noooo...
-Dobra to pa!
-Pa! - odpowiedziałam. Od razu jak wyszła, ja zaczęłam się nudzić. Myślałam o szkole - o gwarze na przerwach i o nauczycielach. Dlaczego właśnie ja siedzę w szpitalu? I... Co się dzieje z mamą?! Jak na samą myśl o mamie w pokoju pojawił się pan Maciej.
-Karolino... Za tydzień wychodzisz z szpitala!
-A moja mama?
-Hm... Jeszcze niewiadomo...
-Niech pan mi powie prawdę! Ja wiem że COŚ z nią jest ale nie wiem co...
-Później ci powiem dobrze? - zaproponował lekarz.
-No oook... Niech będzie...
-To do zobaczenia - uśmiechnął się i wyszedł. No i co? Jeszcze tydzień?! Czy już tydzień? A mama? A moja klasa? Miałam tyle pytań... Już tutaj...tak...nudno... I zasnęłam... Obudziłam się no i... zobaczyłam zaniepokojoną, całą ekipę lekarską.
-Karolina! Karolina! Żyjesz?
-Już drugi raz uważacie że umarłam - roześmiałam się. Zupełnie dobrze się czułam, nie rozumiałam dlaczego oni są tak zaniepokojeni?! Przespałam się i tyle...
-Nie spałaś... Byłaś w śpiączce... - powiedziała jedna lekarka, jakby czytała w myślach - minął tydzień, i ciągle ktoś przy tobie był. Myśleliśmy że nie masz szans!
-A więc mogę wyjść?! Hura! - i wyskoczyłam z łóżka. Lekarze bardzo się zdziwili, że mam tyle energii. Nie chcieli mnie wypuścić, jednak ja błagałam “na kolanach” więc zgodzili się. Jednak miałam codziennie przychodzić na diagnozę. Hurrra!!! Hurra! No i wyszłam z tego nieskazitelnego szpitala! Odebrał mnie tata, który chciał również ze mną skakać do nieba z radości. Gadaliśmy o wszytkim i o niczym. Tak bardzo dobrze czułam się w samochodzie, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Gdy wróciłam do domu wdychałam tego normalnego powietrza jak najwięcej ile się da...
No no no, Karolina zostaw trochę powietrza dla nas - roześmiała się Agata kiedy mnie zobaczyła co ja robię.
-No doobra... Jednak powietrze poza szpitalem jest ZUPEŁNIE inne! Już nie mogłam tam wytrzymać, te jęki bólu, zapach i wogóle... Jak dobrze być w domu!!!
-Ooo tak... Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej - uśmiechnął się smutno Piotr.
-A ty dalej smutny po rozstaniu się z Alex? Głowa i uszy do góry!! - roześmiałam się.
-No, teraz ci łatwo! Ale gdybyś sama tak miała... - nagle zaczęłam być smutna... Przecież ja pewnie sama niedługo będę tak samo smutna jak on! Będę musiała się skontaktować z Krzyśkiem...
-Ok, ok... Idę do pokoju...
-Nie zdziw się jeśli będą jakieś małe zmiany - uśmiechnął się tata. I to była rzeczywiście niespodzianka - cały pokój był przemalowany na piękny, bordowy kolor. meble też były innego koloru - białego. Wszystko wyglądało cudownie. Jednak ciągle miałam coś na sumieniu.A no tak! Krzysiek...Przewertowałam wszystkie książki i weszłam na komputer. Sprawdziłam na fb czy jest -Krzyś - był.
-No hej - napisałam mu.
-Cześć... Jak tu się znalazłaś? - odpisał mi.
-Wyszłam z szpitala :D
-O... to super...
-No a jak tam u Majki? - pisałam to z uczuciem, którego zupełnie nie znałam.
-O co ci chodzi?
-O nic, o nic! - zdenerwowałam się. A więc to coś takiego?! Uhhh...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz