-No ale... Kochanie... - powiedział zasmucony Mati. Ja jednak, udając że go nie słyszę, szłam dalej. Maja, która nie miała nic na sumieniu, co do mnie, i tak poszła do siebie. Gdy wróciłam, usłyszałam głos :
-No i teraz, dlaczego wierzy jemu, a nie mnie? - był to głos Matiego.
-Nie wiem... - odezwał się głos Piotra. A więc razem coś tam o mnie gadają?! Oj, ja zaraz coś im powiem... Albo nie, niech będzie, że “nie słyszałam” i później dam im coś do słuchu! Doszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Gapiąc się w sufit myślałam o tym dniu, takim jeszcze młodym, a tyle się działo... Dalej już spałam. Gdy się obudziłam, leżałam w tej samej pozycji, z rękoma założonymi za głową, która była skierowana na sufit :
-Karolina, śniadanie! Dzisiaj szkoła! - usłyszałam tatę. Szkoła?! Szkoła, szkoła... Co to było. Zebrałam szybko myśli, i przypomniałam sobie że szkoła, to miejsce gdzie wpychają nam wiedzę, przez całe 10 mies, minus święta, czyli około przez 9 miesięcy. Od razu poczułam energię, i ubrałam się z zadziwiającą prędkością, zbiegłam na dół i poszłam do łazienki, na pół godziny, żeby popielęgnować siebie. Zmizerniałam po szpitalu i wypadku, jednak kilka posiłków w swoim domu, dodały mi rumieńców. Lekko przypudrowałam nos, umyłam zęby i byłam gotowa do podróży na przystanek autobusowy :
-Bierzesz dwójkę i... - przypominał Piotrek, a ja mu powiedziałam :
-Pamiętam pamiętam. Dobra, to pa! - wzięłam do ręki bułkę, którą zjadłam już w drodze. -Chciałam być już wcześniej w szkole, ponieważ najlepszymi chwilami w tym strasznym miejscu, jest siedzenie przed klasą. Gdy weszłam na korytarz prowadzący do klasy usłyszałam pełne entuzjazmu głosy :
-Karolina!!! Siadaj! Długo cię nie było stara - śmiali się - Ale jednak, gdybyśmy byli na twoim miejscu, zostalibyśmy w domu - gdy wszyscy usłyszeli że chciałam spotkać się z nimi, a nie siedzieć bezczynnie w domciu, wybuchnęli rechotem. Reszta szkoły, głupio gapiła się na nas, jednak nas to nie obchodziło. Jednak w pewnym momencie zobaczyłam siedzącego pod ścianą Krzyśka, który patrzył na to spode łba :
-No coś ty, Krzysztof, z byłą dziewczyną się nie przywitasz? - spytała się Maja, na tyle głośno, że wszyscy usłyszeli. Zrobiła się cisza jak makiem zasiał - A raczej DWIE byłe dziewczyny? - teraz była jak to opisać, mroczna cisza. Czara się wylała. Nikt nie wytrzymał tego napięcia i zaczęli krzyczeć przez siebie :
-O co łazi?! Karolina, Maja, Maja, Karolina, stary ogarnij się! Zrywasz z jedną a później z drugą?!
-TO NIE TAK - ryknął, Krzysiek, stojący już na wyprostowanych nogach.
-No a jak? - zdenerwowałam się. Były to moje pierwsze słowa w szkole. Klasa się uciszyła, ponieważ zapowiadało się na kłótnię - Powiedz im, a raczej MI. Bo sama nie wiem...
-A więc... A więc...
-Powiem za niego - wtrąciła się Majka - Ten oto chłopak, oświadczył miłość Karolinie, gdy była w szpitalu - zrobiło się cicho w całej szkole. - A po tygodniu, powiedział mi, że z nią zerwałm i naprawdę to mnie kocha...
-LOOOOL - ktoś z innej klasy powiedział. Nikt na to się nie roześmiał.
Kara wyszła ze szpitala, i spotkała się z Matim. Już wcześniej Kamila jej mówiła o tajemnej parze - mnie i Krzysiu - spotkała się z nim (Kara z Mateuszem) w parku, gdzie wiadomo była strzelanina. Mati wyznał jej wzajemną miłość, wracają a tu - JA Z KRZYSIEM! Karolina wymieniła parę zdań z Krzysiem, po czym poszła w swoją stronę z Mateuszem. Gdy byłam sama z Krzysiem, po tej małej kłótni, Krzysiek ze mną zerwał, sama nie wiem dlaczego! - oskarżony, przez całą przemowę milczał, patrząc w podłogę. W tym momencie usłyszeliśmy jakąś rozmowę, którą bez problemu słyszeliśmy, ponieważ była taka cisza w calutkim gimnazjum :
-Wiesz, taka dziwna cisza tutaj... Może się zerwiemy do kina? No chodź kochanie - nagle jak wryci stanęli na progu Mateusz i Kamila. Nie mogłam już wytrzymać :
-A więc ty... On.... Krzyś... Maja... Ja już nie mogę - i zemdlałam. Nie było to bynajmniej udawane, ponieważ nie mogłam już wytrzymać tego napięcia, tych nerwów. Ze mgły, jakby z oddali słyszałam donośne głosy :
-No i! MIAŁEŚ SIĘ PRZYZNAĆ!!!
-PRZESTAŃ! CHCIAŁEM JUŻ NA POCZĄTKU!
-Oboje przestańcie! Drzecie się, gdy Karolina jest nieprzytomna! - gdy otworzyłam oczy zobaczyłam grupę ludzi stojącą nade mną, i panią Skalpel, którą zamierzałą zanieść mnie do swojego gabinetu :
-Spokojnie! Nic mi nie jest - uśmiechnęłam się dzielnie. - A WY DWAJ... - zwróciłam się do chłopaków.
-Spokojnie. Nie możesz się teraz denerwować. Co to za pomysł puszczać dziecko od razu po szpitalu... - mówiła lekko podenerwowana pielęgniarka - Chodź dziecko, zaraz dzwonię do twojego ojca. Odbierze cię - zaczęła mnie podtrzymywać, i prowadzić do swojego gabinetu. Gdy ledwie szłam, rzuciłam gniewne, i pełne zawodu spojrzenie Kamili, która stała zawstydzona pod ścianą. Odpowiedziała mi spojrzeniem pt. PRZEPRASZAM!!!! Majka szła za mną, pomagając pani Skalpel mnie podtrzymywać :
-Czy to wiedziałaś? Tylko tak szczerze, ok? - spytałam jej się.
-Nie, nie wiedziałam, na prawdę mi przykro - szepnęła zasmucona. - Ach, gdybym o tym wiedziała....
piątek, 22 marca 2013
piątek, 15 marca 2013
Uhh!!
Mama mi wciąż bierze laptopa -
opowiadanie prawie wogóle się
nie posunęło do przodu -.-
Muszę grać na wiolonczeli,
jednak mama była dzisiaj
tak szczodrobliwa,
że dała mi Maca,
pod warunkiem że jutro
będę grać 2 godz (ćwiczyć)
i pojutrze też...
Teraz będę rąbać w klawiaturę,
pisząc dla was to opowiadanie :D
Nie zdziwcie się,
jeśli kolejna część będzie krótka ;)
sobota, 9 marca 2013
Opowiadanie, nie wiem jaka cz. :D
-Nic się nie stało?! Widzieliśmy w wiadomościach, że była strzelanina w parku... Właśnie tam się wybrałaś z Mateuszem! Tak się baliśmy... Pierwszy dzień poza szpitalem... - mówiła rozgorączkowana Agata. Jak przyszliśmy do mojego pokoju Mati się spytał :
-Dlaczego od razu im powiedziałaś?
-O czym?
-No... O nas, o naszym spotkaniu...
-Mówiłam tylko Agacie, a wogóle ona sama się domyśliła. Pewnie jak dowiedziała się o strzelaninie to powiedziała innym o nas - wyjaśniłam.
-OK...
-Jak było w szkole?
-Kamila ci nie opowiadała?
-A no trochę.. Ale chciałabym też dowiedzieć się od swojego chłopaka - powiedziałam.
-Ooooj no dobra - zgodził się uśmiechnięty Mati - No więc prócz Krzysia i Mai nie działo się w szkole.
-A, ok! No więc... O czym gadamy?
-Nie wiem... Może o.. Swoich zainteresowaniach? I wogóle? - roześmiał się.
-OK. No to ja jak wiesz uwielbiam tańczyć. A ty?
-Ja gram na gitarze, może ci kiedyś zagram?
-No jasne! - ucieszyłam się. Wtem mój tata wszedł do pokoju i powiedział :
-Karolina, twoja koleżanka chce wejść...
-Kamila?
-Nie, nie Kamila, ma na imię Maja...
-Yhh, dobra niech wejdzie... - gdy Maja weszła zobaczyła mnie i Mateusza przytulonych siebie. Spojrzała na nas zazdrosnym wzrokiem i wyznała :
-Krzysiu... zerwał ze mną...
-ŻE CO?! Co za . . . - zdenerwowałam się. No bo Majka jest w porządku, a niby dlaczego ten głupek miałby z nią zerwać?! Już prędzej ona, przecież to on zdradził mnie! Co za łamacz serc!
-Wiem wiem... Nie rozumiem... Mówił że z tobą zerwał, no więc miałam czyste sumienie, teraz gdy dowiedziałam się o co naprawdę chodzi, to on ze mną zerwał. Sama nie wiem czemu, nic złego mu nie powiedziałam!
-Ja wiem co mu jest - zamyślił się Mateusz - Ma nieczyste sumienie! Teraz wyrzuca sobie co on zrobił i wogóle...
-No rzeczywiście, tak może być... - zgodziłam się - To może zostaniesz tu na kolacji? - zaproponowałam.
-Chętnie - uśmiechnęła się Maja.
-WoW, to jest pierwszy dzień poza szpitalem a tyle się działo... - roześmiałam się na tą myśl.
-Noo! - przytaknął małomówny Mati - Dobra, chodźmy na dół - gdy schodziliśmy, poczuliśmy wszyscy zapach gofrów, i jak jeden mąż zakrzyknęliśmy :
-GOOOOFRY!!! - i wszyscy się na te słowa roześmiali. W kuchni czekała już moja rodzina :
-Kto chce pierwszy? - spytał się Piotr.
-Ja! - wykrzyknęliśmy. I znów wszyscy wpadli w śmiech.
-Panie mają pierwszeństwo - ustąpił mój chłopak-dżentelmen. Więc ja z Majką zjadłyśmy gofry. Kiedy wszyscy się najedli zaczęliśmy rozmawiać :
-No to, jak było z tą strzelaniną? - zapytał się tata.
-Co? Wy byliście podczas tej strzelaniny w parku?! Nic wam się nie stało?! - przestraszyła się koleżanka.
-Nie nic nam się nie stało, ukryliśmy się w pobliskiej restauracji, i tyle - wzruszyłam ramionami. A jak spojrzałam na Mateusza, to spotkaliśmy się wzrokiem i powiedzieliśmy sobie w myślach “No i wyznaliśmy sobie miłość...”
-Dobra, kto chce kolejną porcję? - przerwał nasz rodzinny kucharz. Gofry po prostu rozpływały się w ustach, jeszcze do tego z cukrem pudrem, normalnie cud miód!
-Oppa Gangnam Style! - zawyła komórka. Wszyscy ryknęli śmiechem, a speszona Maja wyciągnęła telefon. Gdy zobaczyła kto dzwoni czym prędzej wyszła z kuchni i mówiła do kogoś ściszonym głosem :
-Dobrze... To gdzie? Aha ok. No to do zobaczenia. Gdzie ja jestem? Nie twoja sprawa! Pa pa... - i skończyła gadać. Spojrzałam na nią pytającym spojrzeniem “Krzysztof?” a ona na to “Tak...”
-No cóż miło było ale się zmyło - powiedziała. A do mnie szepnęła - Chodź na chwilkę...
-Ok. Zaraz przyjdę - zwróciłam się do Mateusza - Słuchaj, ja na chwilkę idę kochanie.
-Dobra - i pocałował mnie w policzek. Świetny ten mój chłopak. Gdy wyszłam Maja mnie powiadomiła :
-Chce się ze mną spotkać. Chciał też wiedzieć gdzie ja jestem. No i chyba coś się domyśla...
-Jasne jasne!
-Chodź ze mną. Mamy się spotkać w barku. Może będziesz podglądać?
-Naprawdę tego chcesz?!
-Tak! Chodź ze mną...
-Dobra... A Mateusz też może?
-No oczywiście... Chodźmy! - poszłam czym prędzej po Mateusza, i po angielsku wyszliśmy. Mati mniej się przejął tym wszystkim :
-Jak mówiłem, ma coś na sumieniu...
-A jeśli nie ma? - zapytałam. Mateusz ucichł. Szliśmy tak, aż Majka powiedziała :
-OK to tutaj! Poczekajcie chwilkę, ja najpierw wejdę...
-Powodzenia - szepnęłam. Czułam, że niedługo coś się stanie. Zza ściany przytulnego usłyszeliśmy huk :
-Czas wejść! - powiedział Mateusz - Tam się dzieje coś niedobrego... - i rzeczywiście. Jak weszliśmy widzieliśmy pijanego Krzysia chcącego bić Maję która uciekała od niego :
-Zostaw mnie! O co ci chodzi?!
-Rzuci-ciłaś mmmnieee...
-Maja, szybko! Tutaj! - wykrzyknęłam przez hałas.
-Już idę! - biegła czym prędzej jednak, nagle upadła na ziemię ponieważ dostała szklaną butelką.
-NIEEEE!!! Tyy... TYYYY!!! - zdenerwowałam się nie na żarty.
-Karolina! Przestań! - zakrzyknął Mateusz - On teraz jest pijany, niewarto!!!
-Wa-warto ty war-wariatko! - jednak ja zaniechałam swoich zamiarów i wyszłam, zostawiając go wśród grupy śmierdzących mężczyzn. Maja speszona siedziała na ławce, przy której stał Mati :
-Kochanie? Kochanie?? Co z tobą? - spytał się niezapokojony, gdy zobaczył moją przygnębioną minę.
-Nie, nic nic... - odpowiedziałam - A Majka, co ci powiedział ten dureń?
-Też nic... - powiedziała zamyślona - Dobra chodźmy!
-Ale dokąd? Do mnie? - zapytałam.
-No naprzykład... No chodźmy jak najprędzej! Jeszcze Krzyś... - przerwało jej trzaśnięcie drzwi i głos Krzyśka :
-MATEEEUSZ!! To ty... Jesteś zdrajcą... Sam to wiesz! No, no mów Karolinie - ryknął. Mateusz się żachnął :
-Co ty gadasz?! Stary, jesteś pod wpływem alkoholu... Chodźmy stąd, bo jeszcze wam coś zrobi...
-Czekaj... - zastanowiłam się patrząc na twarz Mateusza. Widać było że coś ukrywa
-Ty coś ukrywasz! - odgadła za mnie Maja.
-Nie, nie ukrywam, jestem szczery, kocham Karolinę, jest moim skarbem! - zapewnił Mati.
-Hahahaha! - wybuchnął śmiechem mój były chłopak - Jeszcze niedawno, lub dalej chodziłeś z...
-Nikim?! Krzyś, ogarnij się - bronił się.
-Dobra, chodźmy, później mi wytłumaczysz - zdenerwowałam się - A wiecie?! Dajcie mi spokój!!! - wykrzyknęłam, i pobiegłam w stronę domu.
-KAROLINA! CZEKAJ! - krzyczał Mateusz na całą ulicę, i zaczął mnie gonić.
-Zostaw mnie! Wszyscy mnie zostawcie!
-Ale Karolina... Ty mu wierzysz?
-Sama nie wiem... Większość pijaków mówi prawdę... Pa!
-Dlaczego od razu im powiedziałaś?
-O czym?
-No... O nas, o naszym spotkaniu...
-Mówiłam tylko Agacie, a wogóle ona sama się domyśliła. Pewnie jak dowiedziała się o strzelaninie to powiedziała innym o nas - wyjaśniłam.
-OK...
-Jak było w szkole?
-Kamila ci nie opowiadała?
-A no trochę.. Ale chciałabym też dowiedzieć się od swojego chłopaka - powiedziałam.
-Ooooj no dobra - zgodził się uśmiechnięty Mati - No więc prócz Krzysia i Mai nie działo się w szkole.
-A, ok! No więc... O czym gadamy?
-Nie wiem... Może o.. Swoich zainteresowaniach? I wogóle? - roześmiał się.
-OK. No to ja jak wiesz uwielbiam tańczyć. A ty?
-Ja gram na gitarze, może ci kiedyś zagram?
-No jasne! - ucieszyłam się. Wtem mój tata wszedł do pokoju i powiedział :
-Karolina, twoja koleżanka chce wejść...
-Kamila?
-Nie, nie Kamila, ma na imię Maja...
-Yhh, dobra niech wejdzie... - gdy Maja weszła zobaczyła mnie i Mateusza przytulonych siebie. Spojrzała na nas zazdrosnym wzrokiem i wyznała :
-Krzysiu... zerwał ze mną...
-ŻE CO?! Co za . . . - zdenerwowałam się. No bo Majka jest w porządku, a niby dlaczego ten głupek miałby z nią zerwać?! Już prędzej ona, przecież to on zdradził mnie! Co za łamacz serc!
-Wiem wiem... Nie rozumiem... Mówił że z tobą zerwał, no więc miałam czyste sumienie, teraz gdy dowiedziałam się o co naprawdę chodzi, to on ze mną zerwał. Sama nie wiem czemu, nic złego mu nie powiedziałam!
-Ja wiem co mu jest - zamyślił się Mateusz - Ma nieczyste sumienie! Teraz wyrzuca sobie co on zrobił i wogóle...
-No rzeczywiście, tak może być... - zgodziłam się - To może zostaniesz tu na kolacji? - zaproponowałam.
-Chętnie - uśmiechnęła się Maja.
-WoW, to jest pierwszy dzień poza szpitalem a tyle się działo... - roześmiałam się na tą myśl.
-Noo! - przytaknął małomówny Mati - Dobra, chodźmy na dół - gdy schodziliśmy, poczuliśmy wszyscy zapach gofrów, i jak jeden mąż zakrzyknęliśmy :
-GOOOOFRY!!! - i wszyscy się na te słowa roześmiali. W kuchni czekała już moja rodzina :
-Kto chce pierwszy? - spytał się Piotr.
-Ja! - wykrzyknęliśmy. I znów wszyscy wpadli w śmiech.
-Panie mają pierwszeństwo - ustąpił mój chłopak-dżentelmen. Więc ja z Majką zjadłyśmy gofry. Kiedy wszyscy się najedli zaczęliśmy rozmawiać :
-No to, jak było z tą strzelaniną? - zapytał się tata.
-Co? Wy byliście podczas tej strzelaniny w parku?! Nic wam się nie stało?! - przestraszyła się koleżanka.
-Nie nic nam się nie stało, ukryliśmy się w pobliskiej restauracji, i tyle - wzruszyłam ramionami. A jak spojrzałam na Mateusza, to spotkaliśmy się wzrokiem i powiedzieliśmy sobie w myślach “No i wyznaliśmy sobie miłość...”
-Dobra, kto chce kolejną porcję? - przerwał nasz rodzinny kucharz. Gofry po prostu rozpływały się w ustach, jeszcze do tego z cukrem pudrem, normalnie cud miód!
-Oppa Gangnam Style! - zawyła komórka. Wszyscy ryknęli śmiechem, a speszona Maja wyciągnęła telefon. Gdy zobaczyła kto dzwoni czym prędzej wyszła z kuchni i mówiła do kogoś ściszonym głosem :
-Dobrze... To gdzie? Aha ok. No to do zobaczenia. Gdzie ja jestem? Nie twoja sprawa! Pa pa... - i skończyła gadać. Spojrzałam na nią pytającym spojrzeniem “Krzysztof?” a ona na to “Tak...”
-No cóż miło było ale się zmyło - powiedziała. A do mnie szepnęła - Chodź na chwilkę...
-Ok. Zaraz przyjdę - zwróciłam się do Mateusza - Słuchaj, ja na chwilkę idę kochanie.
-Dobra - i pocałował mnie w policzek. Świetny ten mój chłopak. Gdy wyszłam Maja mnie powiadomiła :
-Chce się ze mną spotkać. Chciał też wiedzieć gdzie ja jestem. No i chyba coś się domyśla...
-Jasne jasne!
-Chodź ze mną. Mamy się spotkać w barku. Może będziesz podglądać?
-Naprawdę tego chcesz?!
-Tak! Chodź ze mną...
-Dobra... A Mateusz też może?
-No oczywiście... Chodźmy! - poszłam czym prędzej po Mateusza, i po angielsku wyszliśmy. Mati mniej się przejął tym wszystkim :
-Jak mówiłem, ma coś na sumieniu...
-A jeśli nie ma? - zapytałam. Mateusz ucichł. Szliśmy tak, aż Majka powiedziała :
-OK to tutaj! Poczekajcie chwilkę, ja najpierw wejdę...
-Powodzenia - szepnęłam. Czułam, że niedługo coś się stanie. Zza ściany przytulnego usłyszeliśmy huk :
-Czas wejść! - powiedział Mateusz - Tam się dzieje coś niedobrego... - i rzeczywiście. Jak weszliśmy widzieliśmy pijanego Krzysia chcącego bić Maję która uciekała od niego :
-Zostaw mnie! O co ci chodzi?!
-Rzuci-ciłaś mmmnieee...
-Maja, szybko! Tutaj! - wykrzyknęłam przez hałas.
-Już idę! - biegła czym prędzej jednak, nagle upadła na ziemię ponieważ dostała szklaną butelką.
-NIEEEE!!! Tyy... TYYYY!!! - zdenerwowałam się nie na żarty.
-Karolina! Przestań! - zakrzyknął Mateusz - On teraz jest pijany, niewarto!!!
-Wa-warto ty war-wariatko! - jednak ja zaniechałam swoich zamiarów i wyszłam, zostawiając go wśród grupy śmierdzących mężczyzn. Maja speszona siedziała na ławce, przy której stał Mati :
-Kochanie? Kochanie?? Co z tobą? - spytał się niezapokojony, gdy zobaczył moją przygnębioną minę.
-Nie, nic nic... - odpowiedziałam - A Majka, co ci powiedział ten dureń?
-Też nic... - powiedziała zamyślona - Dobra chodźmy!
-Ale dokąd? Do mnie? - zapytałam.
-No naprzykład... No chodźmy jak najprędzej! Jeszcze Krzyś... - przerwało jej trzaśnięcie drzwi i głos Krzyśka :
-MATEEEUSZ!! To ty... Jesteś zdrajcą... Sam to wiesz! No, no mów Karolinie - ryknął. Mateusz się żachnął :
-Co ty gadasz?! Stary, jesteś pod wpływem alkoholu... Chodźmy stąd, bo jeszcze wam coś zrobi...
-Czekaj... - zastanowiłam się patrząc na twarz Mateusza. Widać było że coś ukrywa
-Ty coś ukrywasz! - odgadła za mnie Maja.
-Nie, nie ukrywam, jestem szczery, kocham Karolinę, jest moim skarbem! - zapewnił Mati.
-Hahahaha! - wybuchnął śmiechem mój były chłopak - Jeszcze niedawno, lub dalej chodziłeś z...
-Nikim?! Krzyś, ogarnij się - bronił się.
-Dobra, chodźmy, później mi wytłumaczysz - zdenerwowałam się - A wiecie?! Dajcie mi spokój!!! - wykrzyknęłam, i pobiegłam w stronę domu.
-KAROLINA! CZEKAJ! - krzyczał Mateusz na całą ulicę, i zaczął mnie gonić.
-Zostaw mnie! Wszyscy mnie zostawcie!
-Ale Karolina... Ty mu wierzysz?
-Sama nie wiem... Większość pijaków mówi prawdę... Pa!
Soorka że zaniedbuje bloga,
no ale cóż takie życie,
musimy po prostu
czekać na
ferie wielkanocne
a później
WAKACJE *o*
wtorek, 5 marca 2013
900+... UPS!
Jej 900+ :D
Ojojojoj...
Przypadkowo skasowałam teksty o modzie :(
Nie wiem czy będę je kontynuować xD
Opowiadania będą
w weekendy :)
piątek, 1 marca 2013
Opowiadanie cz.10
Wyszłam czym prędzej i wbiegłam do parku. Tam zobaczyłam zarumienionego Mateusza który czekał na mnie już 15 min na tym zimnie. Jak zauważył mnie to tylko bąknął :
-Hmm... Cześć! Chodź tutaj - i wskazał na ławkę.
-A o co ci chodzi?
-Chodzi o... - nagle usłyszeliśmy huk i upadnięcie kogoś na ziemię.
-Strzelanina?! - przestraszyłam się.
-Chodź szybko! - powiedział kryjąc mnie za bluzę. Poprowadził mnie szybko do pobliskiej restauracji. -Gdy tam weszliśmy okno prysnęły na miliardy kawałeczków.
-Kryj się!!! - wykrzyknął Mati. Schowaliśmy się pod przewróconym stołkiem.
-Chodziło o... nas!! - krzyczał Mateusz, próbujący być głośniejszym niż hałas na dworze.
-Co?!
-O... NAS!!!
-A DOKŁADNIEJ???
-ZAWSZE SIĘ W TOBIE... KOCHAŁEM!!! - po tym wyznaniu strzelanina ucichła.
-Ja... też - szepnęłam zarumieniona.
-A co z Krzysiem? ...
-To głupek i egoista! Sam przecież mi opowiadałeś o Krzysiu i Mai...
-No tak ale niektórzy lubią takich egoistów... - mówił niepewny Mateusz.
-Oj, Mati, Mati... Ja takich nie lubię - roześmiałam się przytulając się do niego. I pocałowałam go. A raczej cmoknęłam a później on mi odpowiedział długim, długim pocałunkiem. Później się przytuliliśmy i tak długo siedzieliśmy na podłodze aż jakiś głos nam przeszkodził :
-Przepraszam bardzo państwa, ale chcielibyśmy przeprowadzić śledztwo, ponieważ była tu strzelanina...
-Możemy jakoś pomóc? - spytał się mój chłopak (hurrra!).
-Około której godziny zaczęła się ta brutalna wymiana zdań?
-Koło 18.
-Dziękuję.
-Jak zaczęła się strzelanina jak najszybciej ukryliśmy się tutaj. Strzały pochodziły z...
-Zachodniej części parku. Tak wiemy, już tam robimy inspekcję. Potrzebujemy też innych informacji, ale to już nieważne. Moglibyście wyjść? Park będzie zamknięty
-D-dobrze - stęknęłam z zimna.
-Chodź, okryję cię - powiedział opiekuńczy Mati. Zdjął z siebie bluzę i założył mi ją. Jeszcze żaden chłopak mi tak nie zrobił! To było takie słodkie i miłe...
-Dziękuję - i go pocałowałam. Mateusz się ucieszył z tego okazania uczuć jednak nie na długo byliśmy w takim humorze... Zza zakrętu wyszła zakochana parka - Krzysiulek i Majutek. Razem stanęliśmy w tym samym momencie jak słup soli.
-A ty tu co?! Z Mateuszem sobie chodzisz po mieście tak?! - wykrzyknął “Krzysiulek”.
-Hahaha! A ty co? Z Majką się przytulacie i gadacie sobie nawzajem słodkie słówka! - wstawił się za mną Mati
-Nieprawda! My się tylko... Przyjaźnimy!
-Jak to? Mi mówiłeś że chodzi... - mówiła nierozgarnięta Maja.
-A! Nic takiego nie... - zaprzeczał Krzyś.
-...my! - dokończyła.
-Ha! Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz! My przed chwilą sobie wyznaliśmy miłość i tyle! Do widzenia państwu... Chodź kochanie! - powiedziałam.
-My też chodźmy... skarbie!
-Hipokryta! - wykrzyknęłam ostatnie słowa do Krzysia.
-Sama jesteś hipokrytką! - odpowiedział. Czym prędzej poszliśmy do mojego domu. Jak weszliśmy zadziwiona rodzinka siedziała przy telewizorze.
-Nic się nie stało?! Widzieliśmy w wiadomościach, że była strzelanina w parku... Właśnie tam się wybrałaś z Mateuszem! Tak się baliśmy... Pierwszy dzień poza szpitalem... - mówiła rozgorączkowana Agata...
-Hmm... Cześć! Chodź tutaj - i wskazał na ławkę.
-A o co ci chodzi?
-Chodzi o... - nagle usłyszeliśmy huk i upadnięcie kogoś na ziemię.
-Strzelanina?! - przestraszyłam się.
-Chodź szybko! - powiedział kryjąc mnie za bluzę. Poprowadził mnie szybko do pobliskiej restauracji. -Gdy tam weszliśmy okno prysnęły na miliardy kawałeczków.
-Kryj się!!! - wykrzyknął Mati. Schowaliśmy się pod przewróconym stołkiem.
-Chodziło o... nas!! - krzyczał Mateusz, próbujący być głośniejszym niż hałas na dworze.
-Co?!
-O... NAS!!!
-A DOKŁADNIEJ???
-ZAWSZE SIĘ W TOBIE... KOCHAŁEM!!! - po tym wyznaniu strzelanina ucichła.
-Ja... też - szepnęłam zarumieniona.
-A co z Krzysiem? ...
-To głupek i egoista! Sam przecież mi opowiadałeś o Krzysiu i Mai...
-No tak ale niektórzy lubią takich egoistów... - mówił niepewny Mateusz.
-Oj, Mati, Mati... Ja takich nie lubię - roześmiałam się przytulając się do niego. I pocałowałam go. A raczej cmoknęłam a później on mi odpowiedział długim, długim pocałunkiem. Później się przytuliliśmy i tak długo siedzieliśmy na podłodze aż jakiś głos nam przeszkodził :
-Przepraszam bardzo państwa, ale chcielibyśmy przeprowadzić śledztwo, ponieważ była tu strzelanina...
-Możemy jakoś pomóc? - spytał się mój chłopak (hurrra!).
-Około której godziny zaczęła się ta brutalna wymiana zdań?
-Koło 18.
-Dziękuję.
-Jak zaczęła się strzelanina jak najszybciej ukryliśmy się tutaj. Strzały pochodziły z...
-Zachodniej części parku. Tak wiemy, już tam robimy inspekcję. Potrzebujemy też innych informacji, ale to już nieważne. Moglibyście wyjść? Park będzie zamknięty
-D-dobrze - stęknęłam z zimna.
-Chodź, okryję cię - powiedział opiekuńczy Mati. Zdjął z siebie bluzę i założył mi ją. Jeszcze żaden chłopak mi tak nie zrobił! To było takie słodkie i miłe...
-Dziękuję - i go pocałowałam. Mateusz się ucieszył z tego okazania uczuć jednak nie na długo byliśmy w takim humorze... Zza zakrętu wyszła zakochana parka - Krzysiulek i Majutek. Razem stanęliśmy w tym samym momencie jak słup soli.
-A ty tu co?! Z Mateuszem sobie chodzisz po mieście tak?! - wykrzyknął “Krzysiulek”.
-Hahaha! A ty co? Z Majką się przytulacie i gadacie sobie nawzajem słodkie słówka! - wstawił się za mną Mati
-Nieprawda! My się tylko... Przyjaźnimy!
-Jak to? Mi mówiłeś że chodzi... - mówiła nierozgarnięta Maja.
-A! Nic takiego nie... - zaprzeczał Krzyś.
-...my! - dokończyła.
-Ha! Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz! My przed chwilą sobie wyznaliśmy miłość i tyle! Do widzenia państwu... Chodź kochanie! - powiedziałam.
-My też chodźmy... skarbie!
-Hipokryta! - wykrzyknęłam ostatnie słowa do Krzysia.
-Sama jesteś hipokrytką! - odpowiedział. Czym prędzej poszliśmy do mojego domu. Jak weszliśmy zadziwiona rodzinka siedziała przy telewizorze.
-Nic się nie stało?! Widzieliśmy w wiadomościach, że była strzelanina w parku... Właśnie tam się wybrałaś z Mateuszem! Tak się baliśmy... Pierwszy dzień poza szpitalem... - mówiła rozgorączkowana Agata...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)