piątek, 22 marca 2013

Opowiadanie, kolejna część ;p

-No ale... Kochanie... - powiedział zasmucony Mati. Ja jednak, udając że go nie słyszę, szłam dalej. Maja, która nie miała nic na sumieniu, co do mnie, i tak poszła do siebie. Gdy wróciłam, usłyszałam głos :
-No i teraz, dlaczego wierzy jemu, a nie mnie? - był to głos Matiego.
-Nie wiem... - odezwał się głos Piotra. A więc razem coś tam o mnie gadają?! Oj, ja zaraz coś im powiem... Albo nie, niech będzie, że “nie słyszałam” i później dam im coś do słuchu! Doszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Gapiąc się w sufit myślałam o tym dniu, takim jeszcze młodym, a tyle się działo... Dalej już spałam. Gdy się obudziłam, leżałam w tej samej pozycji, z rękoma założonymi za głową, która była skierowana na sufit :
-Karolina, śniadanie! Dzisiaj szkoła! - usłyszałam tatę. Szkoła?! Szkoła, szkoła... Co to było. Zebrałam szybko myśli, i przypomniałam sobie że szkoła, to miejsce gdzie wpychają nam wiedzę, przez całe 10 mies, minus święta, czyli około przez 9 miesięcy. Od razu poczułam energię, i ubrałam się z zadziwiającą prędkością, zbiegłam na dół i poszłam do łazienki, na pół godziny, żeby popielęgnować siebie. Zmizerniałam po szpitalu i wypadku, jednak kilka posiłków w swoim domu, dodały mi rumieńców. Lekko przypudrowałam nos, umyłam zęby i byłam gotowa do podróży na przystanek autobusowy :
-Bierzesz dwójkę i... - przypominał Piotrek, a ja mu powiedziałam :
-Pamiętam pamiętam. Dobra, to pa! - wzięłam do ręki bułkę, którą zjadłam już w drodze. -Chciałam być już wcześniej w szkole, ponieważ najlepszymi chwilami w tym strasznym miejscu, jest siedzenie przed klasą. Gdy weszłam na korytarz prowadzący do klasy usłyszałam pełne entuzjazmu głosy :
-Karolina!!! Siadaj! Długo cię nie było stara - śmiali się - Ale jednak, gdybyśmy byli na twoim miejscu, zostalibyśmy w domu - gdy wszyscy usłyszeli że chciałam spotkać się z nimi, a nie siedzieć bezczynnie w domciu, wybuchnęli rechotem. Reszta szkoły, głupio gapiła się na nas, jednak nas to nie obchodziło. Jednak w pewnym momencie zobaczyłam siedzącego pod ścianą Krzyśka, który patrzył na to spode łba :
-No coś ty, Krzysztof, z byłą dziewczyną się nie przywitasz? - spytała się Maja, na tyle głośno, że wszyscy usłyszeli. Zrobiła się cisza jak makiem zasiał  - A raczej DWIE byłe dziewczyny? - teraz była jak to opisać, mroczna cisza. Czara się wylała. Nikt nie wytrzymał tego napięcia i zaczęli krzyczeć przez siebie :
-O co łazi?! Karolina, Maja, Maja, Karolina, stary ogarnij się! Zrywasz z jedną a później z drugą?!
-TO NIE TAK - ryknął, Krzysiek, stojący już na wyprostowanych nogach.
-No a jak? - zdenerwowałam się. Były to moje pierwsze słowa w szkole. Klasa się uciszyła, ponieważ zapowiadało się na kłótnię - Powiedz im, a raczej MI. Bo sama nie wiem...
-A więc... A więc...
-Powiem za niego - wtrąciła się Majka - Ten oto chłopak, oświadczył miłość Karolinie, gdy była w szpitalu - zrobiło się cicho w całej szkole. - A po tygodniu, powiedział mi, że z nią zerwałm i naprawdę to mnie kocha...
-LOOOOL - ktoś z innej klasy powiedział. Nikt na to się nie roześmiał.
Kara wyszła ze szpitala, i spotkała się z Matim. Już wcześniej Kamila jej mówiła o tajemnej parze - mnie i Krzysiu - spotkała się z nim (Kara z Mateuszem) w parku, gdzie wiadomo była strzelanina. Mati wyznał jej wzajemną miłość, wracają a tu - JA Z KRZYSIEM! Karolina wymieniła parę zdań z Krzysiem, po czym poszła w swoją stronę z Mateuszem. Gdy byłam sama z Krzysiem, po tej małej kłótni, Krzysiek ze mną zerwał, sama nie wiem dlaczego! - oskarżony, przez całą przemowę milczał, patrząc w podłogę. W tym momencie usłyszeliśmy jakąś rozmowę, którą bez problemu słyszeliśmy, ponieważ była taka cisza w calutkim gimnazjum :
-Wiesz, taka dziwna cisza tutaj... Może się zerwiemy do kina? No chodź kochanie - nagle jak wryci stanęli na progu Mateusz i Kamila. Nie mogłam już wytrzymać :
-A więc ty... On.... Krzyś... Maja... Ja już nie mogę - i zemdlałam. Nie było to bynajmniej udawane, ponieważ nie mogłam już wytrzymać tego napięcia, tych nerwów. Ze mgły, jakby z oddali słyszałam donośne głosy :
-No i! MIAŁEŚ SIĘ PRZYZNAĆ!!!
-PRZESTAŃ! CHCIAŁEM JUŻ NA POCZĄTKU!
-Oboje przestańcie! Drzecie się, gdy Karolina jest nieprzytomna! - gdy otworzyłam oczy zobaczyłam grupę ludzi stojącą nade mną, i panią Skalpel, którą zamierzałą zanieść mnie do swojego gabinetu :
-Spokojnie! Nic mi nie jest - uśmiechnęłam się dzielnie. - A WY DWAJ... - zwróciłam się do chłopaków.
-Spokojnie. Nie możesz się teraz denerwować. Co to za pomysł puszczać dziecko od razu po szpitalu... - mówiła lekko podenerwowana pielęgniarka - Chodź dziecko, zaraz dzwonię do twojego ojca. Odbierze cię  - zaczęła mnie podtrzymywać, i prowadzić do swojego gabinetu. Gdy ledwie szłam, rzuciłam gniewne, i pełne zawodu spojrzenie Kamili, która stała zawstydzona pod ścianą. Odpowiedziała mi spojrzeniem pt. PRZEPRASZAM!!!! Majka szła za mną, pomagając pani Skalpel mnie podtrzymywać :
-Czy to wiedziałaś? Tylko tak szczerze, ok? - spytałam jej się.
-Nie, nie wiedziałam, na prawdę mi przykro - szepnęła zasmucona. - Ach, gdybym o tym wiedziała....

1 komentarz:

  1. Ciekawe ;)
    Co prawda, w tej i w poprzedniej części, w co trzecim zdaniu wychwytywałam jakiś błąd…. Po prostu po napisaniu przeczytaj to 2-3 razy, aby poprawić ewentualne niedoskonałości. To jedyne, co mogę Ci w tym wytknąć. Fabuła jest ciekawa, więc pisz dalej - czekam! ;)

    OdpowiedzUsuń